| Logowanie |
Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem? Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.
Zapomniane hasło? Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
|
| |
|
| Counter IP |

|
| |
|
| Pogoda |
|
| |
|
|
| Witamy |
|
|
| Afryka cd... |
|
Dzień 11 Rozciekło się znowu nivo w kundlu. Normalnie już nie mam do niego siły. Przed wyjazdem wpakowałem w nie 1000 zł , wymieniłem wszystko co się dało. Spreżyny , siłowniki , regulator , gruszki - i dupa , znowu cieknie :). Ruszamy ze świtem czyli ok 8. Nie chcemy stracić nic z widoków. Od Amerzgane ziemia robi się czewona , pieknie kontrastuje z roślinnością . Kasby , płoty , zabudowania - wszystko co jest zrobione z tradysyjnych materiałów tj. gliny ze słomą - czerwone.Droga pnie się w górę i praktycznie jedziemy z jedną ręką na kierownicy , a drugą na lewarku. W prawo , w lewo i redukcja. Spięty na stałe wiatrak chłodnicy cięzko pracuje aby utrzymać silnik kundla na granicy przegrzania. Howsery z m110 pod maską fiony po prostu cieszą się widokiem. Temperatura spada do 2 oC , a góry stają się szare , surowe i majestatyczne. Przed dojazdem na Tiszkę otwiera sie piękna piekna płaska dolina na 2000 metrów. Jeszcze kilka zakrętów i jesteśmy na przełęczy wśród ośnieżonych szczytów . Krótka przerwa na siku i pamiatki i zjeżdzamy na drugą stronę hamując silnikami . Seria 180tek sprowadza nas wśród pionowych skarp i osuwisk skalnych . Surowy wysoki atlas przechodzi w łagodniejsze góry pełne życia i kolorów . Zjeżdzamy w stronę Marakechu zatrzymując się na zdjęcia , targując kolorowe geody i kamienne rzeźby. Dojeżdzając do Marrakechu , decydujemy się zmienic plan. Odwykli od wielkomiejskiego jazgotu decydujemy ruszyć dzień wczesniej do Agadiru. Wpadamy na nową autostradę i 3 godziny później jesteśmy na miejscu. Agadir nie przypadl nam do gustu. Za duży , za głośny i za drogi. Zjechaliśmy 15 kilometrów do Taghazoute - raju surferów. Za 160 zl za dzien wynajeliśmy 6 osobowe mieszkanie do którego w czasie przypływu zaglądał ocean. Wieczorem remanent w alkoholowych zapasach i utylizacja superaty :)Śpimy z Olką na tarasie o scianę którego rozbija się długa atlantycka fala.
Dzień 12 27 grudnia - suszymy sie na slońcu po kąpieli w oceanie. Jest 27 oC , ciepła woda , lekka fala i piękne slońce. Opalamy sie , moczymy w oceanie , popijamy. I tak na okrągło. Wieczorem idziemy spróbować owoców morza i podejrzeć surferów na plaży w zatoce. Myśląc o Was kupujemy wełniane zimowe czapki , w koncu juest 27 grudnia. Po drodze wrzucamy kundla do warsztatu. Za 160 zł w 2 godziny mechanicy wymieniają drugi przewód od nivo . To po prostu niemożliwe. musiałem na pustyni zawinac jakiś kamień który uszkodził przewody, bo nie wierzę że dwa dobre metalowe przewody strzeliły w tym samym miejscu dwa dni po sobie . Zalewam układ ATFem do Silesia oil. Nie mam już nic innego
Dzien 13 Ranek staje pochmurny i duszny. Decydujemy się gonić słońce i pakujemy sie by ruszyć do Essaouiry. Na miejscu 3 godziny buszujemy wsród straganów i witryn pracowni złotniczych. W końcu każdy znajduje to czego szukał. Ostatnie zakupy robi Elwira , targując w kucki stary orygunalny berberyjski naszyjnik . W targach uczestniczą 3 osobowe zespoly z kazdej strony , temperatura rośnietak że w kocu załatwiamy sprawę 1 na 1 z synem własciciela.Naszyjnik idzie za 25% ceny wywoławczej , choć nadal za sporą kwotę. Ale z cała pewnoscia jest tego wart. Zachęceni wczesną porą , decydujemy opuścić pełną europejskich turystów Essaouirę i pojechać do Safi. Dojeżdzamy o zmierzchu i po raz pierwszy mamy problem ze znalezieniem hotelu. Nie mogąć trafic na nic sensownego , biwakujemy na klifie nad Safi i ochwili przerwy ruszamy do Oualidii. Nocujemy w Issa Blanca , pięknym hoteliku na plaży.
Dzień 14 Poranny spacer po Atlantyckich klifach Oualidii był niezapomnianym wrażeniem. 5 metrowe długie atlantyckie fale z ogłuszającym hukiem rozbijaja się klif podnosząc kilkunastometrowe pióropusze wody. W miękkiej porowatej skale drążą wneki i kanały przez które wibijaja spore gejzery z kazdym uderzeniem fali , miejscami klif przechodzi w piaskowe zatoki oferujace wytchnienie od wiatru i mozliwosć kąpieli. Jest cieplo i słonecznie. Choć musimy ruszać w droge to obiecujemy sobie wrócić tu jeszcze na prawdziwe morskie wakacje. Howser martwi się o pompe wody , więc jedziemy troszkę wolniej. W El-Jaddida wpadzy na autostradę i jedziemy przez Casablanke i Rabat do Larache. Zmeczeni długim etapem bierzemy maly holel przy wjeździe do miasta.Jutro bedziemy kończyć naszą Marokańska przygodę , szykując sie do sylwestra w cieniu skały Gibraltarskiej.
|
|
| Afryka |
Dzień 5 Podróż na kontynent Afrykański rozpoczęliśmy od 1,5 godzinnego rejsu promem do Ceuty. Wybraliśmy rejs ekonomiczny , 4 osoby i samochód 149 Euro. Ostatnie spojrzenie na skałę gibraltarska i już wypatrujemy afrykańskich brzegów.    Ceuta wita nas słońcem i ciepłym wiatrem. Korzystamy z specjalnego charakteru tej hiszpańskiej enklawy i robimy szybkie zakupy. (Paliwo 3,5/litr , whisky 19zł/litr.) Kundel przyjmuje dodatkowe 40 kg ze stocikim spokojem. Marokańska granica to koszmar biurokracji , wrzasku , tłumów ludzi i samochodów. Ne spotkacie tu uprzejmego dystansu , chłodnej uprzejmości , czy poszanowania waszej intymności. Przy okienku marokański pogranicznik uparcie nie chce zauważyć podającej mu paszporty Bożeny. Zmieniamy taktykę i ja zastawiam plecami całe okienko , lecz i tak są odważni którzy usiłują przepchnąć się pod pacha bez kolejki. W tym samym czasie Howser i Olka za kierownicami walczą o każdy centymetr terenu. Jeżeli zostawisz przed sobą chociaż pół metra , to od razu ktoś się wepchnie w to miejsce. To spora nauka dla wszystkich. Zostawiamy Europę z jej konwenansami i wkraczamy w inny dla nas świat , bardziej bezpośredni ,głośniejszy i nieskrępowany. Za niewielką opłatą uprzejmy pośrednik pomógł nam uporać się z pismem robaczkowym i po 2,5 godziny byliśmy w Maroku.    Do Chefchaouenu dotarliśmy przez góry Rif już po zmroku , i z pomocą miejscowych naciągaczy odnaleźliśmy nasz hotel Dar Baraka umiejscowiony na medinie. Właściciel hotelu , anglik - pomógł nam szybko zrobić konieczne zakupy i wymienić po korzystnym kursie nasze Eurosy. Zmęczeni pozwoliliśmy sobie jedynie na krótka wycieczkę po wąskich uliczkach błękitnej mediny. Pełni wrażeń zwieńczyliśmy dzień degustując zawartość mniej znanych etykiet kupionych w Ceucie.

Dzień 6
Dzień 7 Zamotani zmianami czasu ruszamy o 6 rano , lecz po chwili okazuje się że jest 4 rano . Trudno - ruszamy przez Atlas niski do Er Raschidy. W Fesie 20 stopni - więc krótkie rękawki i krótkie spodenki. Ciemno jak w dupie , więc sypiemy na wszystkich światłach. Droga kręta i caly czas w górę , w Ifrane zaczyna padać deszcz . Droga pnie się w górę i cały czas spada temperatura . Gdy osiąga -1 st. przestaje byc wesoło , a deszcz zastępuje najprawdziwszy śnieg. Po chwili pniemy sie do góry w iście Alpejskiej scenerii. Zatrzymujemy sie na szybkie siku w śniegu, i zaczynamy zjazd na na strone Ergu.    Po kilku minutach snieh jejt tylko wspomnieniem . Zadowoleni z tempa decydujemy zmienic plan. Wydłużamy etap do 500 km i sypiemy do Merzougi na największe na świecie wydmy Erg Chebbi. W Erfoud dopada nas burza piaskowa widocznośc miejscami spada do 50 metrów. Za Rissani hammada przechodzi w typową piaskownicę. Zjeżdzamy z drogi i jak dzieci szalejemy samochodami po bezkresnym piachu. Po jakimś czasie , z duszą na ramieniu szukamy powrotnej drogi do cywilizacji wśród piachu niesionego przez burzę. W Merzouga wybieramy hotel "La Tradition" połozony u podnóża wysokiej na 150 metrow wydmy . Po chwili jednak pod wpływem impulsu decydujemy zostawić samochody dołączyć do karawany zmierzającej do oazy na pustyni Erg Chebbi . Ładujemy się z bagażami na 6 wielbłądów i ruszamy głąb pustyni. Do oazy docieramy po 3 godzinach już po zmroku. Pozostały po burzy silny wiatr niesie tony piachu kryjemy się w namiocie pzy świetle latarek .Zaprzyjaźniamy się z saharyjskim kotem który wita nas w oazie. Po mniej więcej 3 butelkach whisky wiatr cichnie , wychodzi piekny księzyc w pełni. Na zewnątrz robi się tak jasno że mozna czytać. Wyłazimy z namiotu i śpimy w śpiworach na pomarańczowym Saharyjskim piasku pod najpiękniejszym niebie na świecie.    Dzień 8 Nasz Berberyjski przewodnik budzi nas o 4.30 rano. Pakujemy się na wielbłądy i ruszamy do Mercougui. Księżycowa noc na Erg Chebbi obserwowana z grzbietu wielbłąda to jedno z najpiękniejszych wspomnień mojego życia i jedna z tych emocjonalnych pocztówek dla których warto podróżować. Po drodze nasze wielbłady załatwiały między sobą porachunki za pomoca zębów i Howserowi życie przemkneło przed oczami gdy pikował wielbłądem z 5 metrowej skarpy.     W hotelu szybki prysznic kilka pamiątkowych zdjeć. Szybki konkurs na najładniejszy kamień z pustyni dla Gosi i ruszamy o 9.00 do Ait BenHaddou. W Erfoud bez żadnego ostrzeżenia rozsypuje się tylne łożysko w Kundlu. Przeciązone driftami na pustyni rozpada się na częsci. Miescowi kierują nas do małego zakładu w którym przy okazji szybkiej diagnozy pęka przewód do nivo i cały mój olej ląduje na ulicy. Dostanie tylnego łozyska do kombi w polsce nie jest takie proste od ręki, a Erfoud to wioska na pustyni. Warsztat był naprawde dobry w 5 godzin znalazło sie łożysko , smar , olej i dorobiony przewód do nivo i po długich targach za 1400 dh ( 500 zł ) samochód był gotowy. Czekając na naprawę samochodu spotkaliśmy ekipę AFROMEDES.PL która w 2 mercedesy w124 kombi goniła do Mali. Po pamiątkowym zdjęciu ruszyliśmy w drogę starając sie dotrzeć jak najbliżej wąwozu Todra . Nocleg wypada nam w hotelu Eden w Tjnejdadz za 50 zł pokój.  Dzień 9 Zaczynamy o 8.00 Wraz ze słońcem wjeżdżamy w wąwóz Todra. Teraz wiemy dlaczego to miejsce jest mekką wspinaczy skałkowych. Pionowe ściany wąwozu pną sie na kilkaset metrów ponad nasze głowy. Zwrot "ale czad " przegrywa tylko z " Zarąbiste " i "Super " w konkursie na najczęściej używane słowo tego dnia. Nakręceni widokami decydujemy się pokonać gruntową drogą przełęcz na 2800 metrów pomiędzy Todrą a Dadesz. Miejscowy przewodnik mówi że spokojnie przejedziemy. Kamienista droga pnie się w górę na prawdziwym pustkowiu. Miejscami jest tak ostro w górę że Kundel nie daje rady podjechać na 1 biegu . Po minięciu przełęczy okazuje się ze lawina uszkodziła drogę i trwają prace remontowe . Droga pogarsza się na tyle że Fiona trze podwoziem i urywa mocowanie wydechu. Naprawiamy i decydujemy się wracać przez Todrę. Gdybyście kiedyś planowali pokonać tę drogę to pamiętajcie że jest 100 % dla 4napedowych wysoko zawieszonych samochodów. Częste lawiny uszkadzają drogę narzucając materiał skalny . W połowie dystansu byłem pewien że nasze zimowe Collinsy ulegną ostrym skałom , lecz świetnie dały sobie radę w tak trudnym terenie , pracujac jak rasowe AT Póżniej spotykamy na drodze do doliny Dades ekipę AFROMEDES.PL i umawiamy się na wspólna polską wigilię w Ait BenHaddou. Do celu hotelu La Baraka docieramy ok 17 i od razu szykujemy się do wigilli . Barszcz czerwony i uszka to nasze jedyne tradycyjne potrawy . Lecz dzięki Howserom mamy wspaniałą choinkę , a dzięki Salli z MB Silesia opłatek i bliskie sercu życzenia z Polski. Przy dzwiękach polskich kolęd przełamujemy sie opłatkiem życząc sobie i Wam wszystkim Wesołych Świat i spełnienia wszelkich marzeń. Później dołączamy do ekipy AFROMEDES i nocne polaków rozmowy trwają do 4 rano. Dzień 10 Kac morderca . Leczymy go na słoneczku przy śniadaniu na dachu hotelu. Później zwiedzamy kasbę Ait BenHaddou gdzie kręcono Gladiatora I Lawrenca z Arabii. Czerwona Kasba przytulana do zbocza wzgórza stoi tu kilkaset lat. Zbudowana z gliny i trzciny zmieszanej i suszonej na słońcu opiera się nawet padającemu tu czasem śniegowi. Budowle wykonane z tego materiału maju tu czasem i 4 kondygnacje wsparte jedynie na bambusowym stelażu. Obiektem nie zarząda jakakolwiek instytucja państwowa. Mieszkający tu potomkowie budowniczych prowadzą spółdzielnię która pobiera opłaty ( 3,5 pln) za wstęp i prowadzi sprzedaż pamiątek. Ze szczytu wzniesienia roztacza się zapierająca dech w piersiach panorama na góry Atlas i kamienista pustynię.     Zdobywamy tez doktorat w targowaniu się . Zamieniamy pieniadze wszelkich walut , alkohol , telefony i gadżety na Berberyjskie i Tuaregowskie wyroby starając się wybierać te bardziej oryginalne . Na zapleczu sklepów siedząc w kucki przy Berber whisky targujemy przez 2 godziny oryginalną bransoletę dla Gucia. W koncu przybijamy piątke i wracamy do hotelu z prezentami dla najbliższych . Wieczorem po malym drinku i spac .
|
|
| Dzień 5 |
Dziś po raz pierwszy postawimy stopę i oponę na Afrykańskiej ziemi. ruszamy w stronę przeprawy promowej w Algeciras . Nie wiem jak teraz będzie z update-ami strony ze wzgledu na braki netu. Pozdrawiamy :) 
|
|
| Dzień 4 |
Wykończeni poprzednimi dwoma etapami postanowiliśmy wyjechać trochę później czyli o 11.00 .
15 minut drogi od hotelu zwiedziliśmy ( z zewnątrz i pobieżnie ) Alhambrę - rezydencję Maurów w Hiszpanii. Cały dystans na dziś to 250 km , więc ruszyliśmy w trasę o k 13.
Cały dystans to właściwie jeden podjazd , i jeden piękny dłuuugi ( ok 30 km ) zjazd z gór na brzeg morza śródziemnego w okolicach Malagi drogą A97. Kilkunastokilometrowy 6 stopniowy podjazd prawie zagotował olej w Kundlu , temperatura oleju przez cały czas utrzymywała się powyże3j 130 oC. Za to przejazd w chmurach , a póżniej piękny sloneczny zjazd w strone morza wynagrodził nam wcześniejsze trudy .
Na miejsce do Sabinilas dotarliśmy ok 16. Piękny hotel San Augustin położony jest przy samej plaży , więc zanim zabraliśmy bagaże to obowiązkowy był spacer. Jutro ruszamy ok 9 wiec przed nami pierwsza możliwość przespania całej nocy.

|
|
| Dzień 3 |
Pobudka o 7 po czterech godzinach snu. Szukamy z Howserem kogoś kto w sobotę w tym małym francuskim miasteczku pomoże nam poradzić sobie z elektryką w Fionie. Po godzinie mamy diagnozę - padnięty nowy regler. Wymieniamy na stary i wraca ładowanie słabe - ale jest. Startujemy o 10.00.  Do granicy z hiszpanią towarzyszy nam piękna pogoda i lekki mróz. Od granicy robi się coraz cieplej ale zaczyna powoli padać.  późny wyjazd odbija się na czasie jazdy. Powoli robi się coraz ciemniej a ciągle ponad 700 km do zrobienia  Po drodze zatrzymujemy się na tradycyjny Bożenkowy bigosik , pozyskując przy okazji smar do Kundello od polskiego kierowcy Tira  Z czasem deszcz przechodzi w ulewę z porwistym wiatrem .Od Allicante droga staje się kreta i trudna. W ciemności pomimo radia gubimy się na jakieś 200 km. Kundello ledwie sobie radzi na podjazdach w Andaluzji. Redukcje do 3 to norma.Średnia prędkość spada do 55 km/h. Kończymy etap znów po 2 w nocy w hotelu Ibis w Granadzie
|
|
| Dzień 2 |
1450 km filmu drogi . Ruszamy o 4.15. Sypie śnieg , drogi posypane z błotem pośniegowym. Liczymy że w niemczech będzie lepiej. Niestety jest gorzej. Drogi nieposypane , śliskie i dziurawe. Odcinki 5-10 km z ograniczeniem do 80km i dziurami gorszymi niż na "gierkówce". Po 300 kilometrach Howser traci ładowanie , i na biegu wymieniamy regler.
Po nastepnych 100 km problem wraca i Howser wymienia cały alternator. Śnieg napieprza jak oszalały. Koło 14 mamy zrobione 500 km i zarąbiste opóźnienie. Zatrzymujemy się na przerwę i okazuje się że w Kundello nie można wrzucić biegów. Spadło cięgło.
Szybki lift w błocie , opaska - a w międzyczasie Bożenka serwuje fantastyczny ciepły obiad na śniegu.
Opóźnienie jeszcze wzrasta - nadrabiając opóźnienia wytapiam w Kundlu smar z półosi i pół godziny wciskam strzykawką olej w półośki. Wjazd do Francji i wpadamy w mgłę jak mleko. Prędkość spada i wleczemy się 60-70 na godzinę .
Za Lyonem pogoda się poprawia , i próbujemy nadrabiać jednak Howser nagle około 1 w nocy traci całą elektrykę łącznie ze światłami. Stajemy na czarnej autostradzie i mieniamy akumulatory. Na zapasach prądu docieramy do Montelimar po 21 godzinach jazdy o wpół do 2 rano.
 Pożegnalny drink ( lub 2 ) i idziemy spać , mamy 4,5 godziny snu. Jutro 1375 km do Granady.
|
|
| Dzień 1 |
Tak więc szczęśliwie rozpoczęliśmy naszą saharyjską przygodę. W 20 stopniowym mrozie wyglada raczej na syberyjską , ale to tylko pozory :) Pierwszy nocleg po 300 km w hotelu . 4 godziny snu i 1450 kilometrów do Montelimar.
|
|
| Mikołaj z Mercedes - Benz |
Mikołaj(e) z Mercedes - Benz nie przyniósł nam dziś worek pełen Mercedesowych prezentów .Ciepłe bluzy , polary i sprzęt biwakowy przyda się w podróży , a smycze , koszulki , długopisy , breloczki itd będą z pewnością atrakcyjnym upominkiem dla naszych przyszłych gospodarzy.
 15 godzin do wyjazdu , napięcie można kroić nożem :). Nasze mieszkanie i garaż przypomina Sajgon z 1975 roku , ale powoli z tego chaosu wyłania się jakiś zarys porządku. Jutro od rana pakowanie , zakupy - i znowu pakowanie , i zakupy tego o czym zapomnieliśmy i pakowanie - i tak do samego wyjazdu. Zgroza , a właściwie Z G R O Z A :)
|
|
| BP |
Od sponsora wyprawy - firmy BP , otrzymaliśmy dziś wielkie pudło całkiem przydatnych upominków oraz bony paliwowe umożliwiające nam bezpłatny zakup paliwa na stacjach BP. Odbierając wkład BP w realizację naszej przygodzy miałem okazję przekonać się że pracują tam nie tylko księgowi , lecz również a może przede wszystkim prawdziwi entuzjaści motoryzacyjnej przygody.Bardzo Wam dziękujemy. :)
|
|
| Opony u Fiony - short story by Gucio :) |
Dzisiejszego, śnieżnego i mroźnego dnia Fiona dostała nowe koła - Są to opony od firmy Profil oraz 15-to calowe stalowe koła :) Wymiana mogłaby sprawiać wrażenie prostej czynności... Wizyta u wulkanizatora i załatwione - Nic bardziej mylnego :)
Około godziny 11tej zawieźliśmy z Howserem felgi oraz opony do okolicznego zakładu specjalizującego się w wymianach opon, mimo zapewnień, że koła będą gotowe przed godziną 13tą, po godzinie 14:30 zlecenie nie zostało wykonane, ponieważ "Nie da się"
Tak więc wieczorem udaliśmy się do zaprzyjaźnionego warsztatu kolegi Tomka W116 w Będzinie i wspólnymi siłami Howsera oraz Tomka zadanie, któremu nie podołał człowiek, który powinien być dobry w swoim fachu nasi "Fachowcy" wykonali w przysłowiowe "5 minut" :)
 Tym oto sposobem, Mercedes już o godzinie 20:00 miał pierwszy test na nowych bucikach. A stwierdzić można jednogłośnie, że samochód prowadzi się super na tych oponach :)
|
|
|
| Online |
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online
Zarejestrowanch Uzytkowników: 29
Najnowszy Użytkownik: zurek
|
| |
|
| Shoutbox |
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.
Archiwum
|
| |
|
| Facebook |

|
| |
|
|