Maj 26 2018 11:50:50

Strona Główna ˇ Trasa ˇ Uczestnicy ˇ Sprzęt / Pojazdy ˇ Galeria
Nawigacja
Strona Główna
Maroko - Informacje Ogólne
Sahara Zach. - Inf. Ogólne
Trasa
Uczestnicy
Sprzęt / Pojazdy
Artykuły
Linki
Kontakt
Galeria
Szukaj
 
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
 
Patronat Medialny








 
Odliczanie
 
Counter IP

cialis 20mg
 
Pogoda
 
Ankieta
Nowy kierunek. Gdzie chciałbyś pojechać z następną wyprawą w 2011 roku ?

Nordkap / Norwegia

Kapadocja / Turcja

Szkocja / GB

Musisz się zalogować, żeby móc głosować w tej Ankiecie.
 
Witamy
Partnerzy
                  
Afryka cd...
Dzień 11
Rozciekło się znowu nivo w kundlu. Normalnie już nie mam do niego siły. Przed wyjazdem wpakowałem w nie 1000 zł , wymieniłem wszystko co się dało. Spreżyny , siłowniki , regulator , gruszki - i dupa , znowu cieknie :). Ruszamy ze świtem czyli ok 8. Nie chcemy stracić nic z widoków. Od Amerzgane ziemia robi się czewona , pieknie kontrastuje z roślinnością . Kasby , płoty , zabudowania - wszystko co jest zrobione z tradysyjnych materiałów tj. gliny ze słomą - czerwone.Droga pnie się w górę i praktycznie jedziemy z jedną ręką na kierownicy , a drugą na lewarku. W prawo , w lewo i redukcja. Spięty na stałe wiatrak chłodnicy cięzko pracuje aby utrzymać silnik kundla na granicy przegrzania. Howsery z m110 pod maską fiony po prostu cieszą się widokiem. Temperatura spada do 2 oC , a góry stają się szare , surowe i majestatyczne. Przed dojazdem na Tiszkę otwiera sie piękna piekna płaska dolina na 2000 metrów. Jeszcze kilka zakrętów i jesteśmy na przełęczy wśród ośnieżonych szczytów . Krótka przerwa na siku i pamiatki i zjeżdzamy na drugą stronę hamując silnikami . Seria 180tek sprowadza nas wśród pionowych skarp i osuwisk skalnych . Surowy wysoki atlas przechodzi w łagodniejsze góry pełne życia i kolorów . Zjeżdzamy w stronę Marakechu zatrzymując się na zdjęcia , targując kolorowe geody i kamienne rzeźby. Dojeżdzając do Marrakechu , decydujemy się zmienic plan. Odwykli od wielkomiejskiego jazgotu decydujemy ruszyć dzień wczesniej do Agadiru. Wpadamy na nową autostradę i 3 godziny później jesteśmy na miejscu. Agadir nie przypadl nam do gustu. Za duży , za głośny i za drogi. Zjechaliśmy 15 kilometrów do Taghazoute - raju surferów. Za 160 zl za dzien wynajeliśmy 6 osobowe mieszkanie do którego w czasie przypływu zaglądał ocean. Wieczorem remanent w alkoholowych zapasach i utylizacja superaty :)Śpimy z Olką na tarasie o scianę którego rozbija się długa atlantycka fala.

Dzień 12
 27 grudnia - suszymy sie na slońcu po kąpieli w oceanie. Jest 27 oC , ciepła woda , lekka fala i piękne slońce. Opalamy sie , moczymy w oceanie , popijamy. I tak na okrągło. Wieczorem idziemy spróbować owoców morza i podejrzeć surferów na plaży w zatoce. Myśląc o Was kupujemy wełniane zimowe czapki , w koncu juest 27 grudnia. Po drodze wrzucamy kundla do warsztatu. Za 160 zł w 2 godziny mechanicy wymieniają drugi przewód od nivo . To po prostu niemożliwe. musiałem na pustyni zawinac jakiś kamień który uszkodził przewody, bo nie wierzę że dwa dobre metalowe przewody strzeliły w tym samym miejscu dwa dni po sobie . Zalewam układ ATFem do Silesia oil. Nie mam już nic innego

Dzien 13
 Ranek staje pochmurny i duszny. Decydujemy się gonić słońce i pakujemy sie by ruszyć do Essaouiry. Na miejscu 3 godziny buszujemy wsród straganów i witryn pracowni złotniczych. W końcu każdy znajduje to czego szukał. Ostatnie zakupy robi Elwira , targując w kucki stary orygunalny berberyjski naszyjnik . W targach uczestniczą 3 osobowe zespoly z kazdej strony , temperatura rośnietak że w kocu załatwiamy sprawę 1 na 1 z synem własciciela.Naszyjnik idzie za 25% ceny wywoławczej , choć nadal za sporą kwotę. Ale z cała pewnoscia jest tego wart. Zachęceni wczesną porą , decydujemy opuścić pełną europejskich turystów Essaouirę i pojechać do Safi. Dojeżdzamy o zmierzchu i po raz pierwszy mamy problem ze znalezieniem hotelu. Nie mogąć trafic na nic sensownego , biwakujemy na klifie nad Safi i ochwili przerwy ruszamy do Oualidii. Nocujemy w Issa Blanca , pięknym hoteliku na plaży.

Dzień 14
Poranny spacer po Atlantyckich klifach Oualidii był niezapomnianym wrażeniem. 5 metrowe długie atlantyckie fale z ogłuszającym hukiem rozbijaja się klif podnosząc kilkunastometrowe pióropusze wody. W miękkiej porowatej skale drążą wneki i kanały przez które wibijaja spore gejzery z kazdym uderzeniem fali , miejscami klif przechodzi w piaskowe zatoki oferujace wytchnienie od wiatru i mozliwosć kąpieli. Jest cieplo i słonecznie. Choć musimy ruszać w droge to obiecujemy sobie wrócić tu jeszcze na prawdziwe morskie wakacje. Howser martwi się o pompe wody , więc jedziemy troszkę wolniej. W El-Jaddida wpadzy na autostradę i jedziemy przez Casablanke i Rabat do Larache. Zmeczeni długim etapem bierzemy maly holel przy wjeździe do miasta.Jutro bedziemy kończyć naszą Marokańska przygodę , szykując sie do sylwestra w cieniu skały Gibraltarskiej.
Afryka
Dzień 5

Podróż na kontynent Afrykański rozpoczęliśmy od 1,5 godzinnego rejsu promem do Ceuty.  Wybraliśmy rejs ekonomiczny , 4 osoby i samochód 149 Euro. Ostatnie spojrzenie na skałę gibraltarska  i już wypatrujemy afrykańskich brzegów.







Ceuta wita nas słońcem  i  ciepłym wiatrem. Korzystamy z  specjalnego charakteru tej hiszpańskiej enklawy i robimy  szybkie zakupy.  (Paliwo 3,5/litr , whisky 19zł/litr.) Kundel przyjmuje dodatkowe 40 kg ze stocikim spokojem.  Marokańska granica to koszmar biurokracji , wrzasku , tłumów ludzi i samochodów. Ne spotkacie tu uprzejmego dystansu , chłodnej uprzejmości , czy poszanowania waszej intymności. Przy okienku marokański pogranicznik uparcie nie chce zauważyć podającej mu paszporty Bożeny. Zmieniamy taktykę i ja zastawiam plecami całe okienko  , lecz i tak są odważni którzy  usiłują przepchnąć się pod pacha bez kolejki. W tym samym czasie Howser i Olka za kierownicami walczą o każdy centymetr terenu. Jeżeli zostawisz przed sobą chociaż pół metra , to od razu ktoś się wepchnie w to miejsce. To spora nauka dla wszystkich. Zostawiamy Europę z jej konwenansami i wkraczamy w inny dla nas świat , bardziej bezpośredni  ,głośniejszy   i nieskrępowany. Za niewielką opłatą uprzejmy pośrednik pomógł nam uporać się z pismem robaczkowym i po 2,5 godziny byliśmy w Maroku.







Do Chefchaouenu dotarliśmy przez góry Rif  już po zmroku , i z pomocą miejscowych naciągaczy odnaleźliśmy nasz hotel Dar Baraka umiejscowiony na medinie. Właściciel hotelu , anglik - pomógł nam szybko zrobić konieczne zakupy i wymienić po korzystnym kursie nasze Eurosy. Zmęczeni pozwoliliśmy sobie jedynie na krótka wycieczkę po wąskich uliczkach błękitnej mediny. Pełni wrażeń zwieńczyliśmy dzień degustując zawartość mniej znanych etykiet kupionych w Ceucie.




Dzień 6

Pobudka o 6 , żegnamy deszczowe błękitne miasto. Przed nami malownicza trasa przez góry Rif do Fesu.Po drodze się wypogadza i Fes wita nas piękna słoneczna pogoda i temperaturą 22 st.









Ze znalezieniem hotelu nie było żadnego problemu , Na rogatkach zapukał nam w szybę ( podczas jazdy !) gość na mopliku. Po wyraźnym określeniu naszych potrzeb ( hotel z europejską łazienką i parkingiem do 75 zł za pokój) płynnie przeprowadził nas przez miasto do hotelu. Na miejscu załatwił nam przewodnika który oprowadził nas po zabytkowej ponad 1000 letniej medinie. To największe na świecie arabskie stare miasto wciąż tętni życiem , zapachami i barwami charakterystycznymi dla orientu. Tu zdobywaliśmy piersze szlify w stanowczym odmawianiu lub targowaniu się zgodnym z zasadami i konwencją. Howser został kolejnym wcieleniem Obi Wana Kenobiego , a Bożenka testowała nowe trendy w orientalnej modzie.











W kundlu rozciekł sie regulator wzniosu , straciłem cały płyn do nivo. Szczęśliwie , nasz przewodnik zabrał nas do hurtowni z olejami , gdzie udało się dostać olej hydrauliczny do Citroenów. Rozwali mi pewnie uszczelki , ale bez nivo Kundel ciągnie hakiem po asfalcie. Wieczorem tradycyjna imprezka na zapasach z Ceuty



Dzień 7

Zamotani zmianami czasu ruszamy o 6 rano , lecz po chwili okazuje się że jest 4 rano . Trudno - ruszamy przez Atlas niski do Er Raschidy. W Fesie 20 stopni - więc krótkie rękawki i krótkie spodenki. Ciemno jak w dupie , więc sypiemy na wszystkich światłach. Droga kręta i caly czas w górę , w Ifrane zaczyna padać deszcz . Droga pnie się w górę i cały czas spada temperatura . Gdy osiąga -1 st. przestaje byc wesoło , a deszcz zastępuje najprawdziwszy śnieg. Po chwili pniemy sie do góry w iście Alpejskiej scenerii. Zatrzymujemy sie na szybkie siku w śniegu, i zaczynamy zjazd na na strone Ergu.







Po kilku minutach snieh jejt tylko wspomnieniem . Zadowoleni z tempa decydujemy zmienic plan. Wydłużamy etap do 500 km i sypiemy do Merzougi na największe na świecie wydmy Erg Chebbi. W Erfoud dopada nas burza piaskowa widocznośc  miejscami spada do 50 metrów. Za Rissani hammada przechodzi w typową piaskownicę. Zjeżdzamy z drogi i jak dzieci szalejemy samochodami po bezkresnym piachu. Po jakimś czasie , z duszą na ramieniu szukamy powrotnej drogi do cywilizacji wśród piachu niesionego przez burzę.





















W Merzouga wybieramy hotel  "La Tradition" połozony u podnóża  wysokiej na 150 metrow  wydmy . Po chwili jednak pod wpływem impulsu decydujemy zostawić samochody  dołączyć do karawany zmierzającej do oazy na pustyni Erg Chebbi .




Ładujemy się z bagażami  na 6 wielbłądów i ruszamy głąb pustyni. Do oazy docieramy po 3 godzinach już po zmroku. Pozostały po burzy silny wiatr niesie tony piachu kryjemy się w namiocie pzy świetle latarek .Zaprzyjaźniamy się z saharyjskim kotem który wita nas w oazie. Po mniej więcej 3 butelkach whisky  wiatr cichnie , wychodzi piekny księzyc w pełni. Na zewnątrz robi się tak jasno że mozna czytać. Wyłazimy z namiotu i śpimy w śpiworach na pomarańczowym Saharyjskim piasku pod najpiękniejszym niebie na świecie.









Dzień 8

Nasz Berberyjski przewodnik budzi nas o 4.30 rano. Pakujemy się na wielbłądy i ruszamy do Mercougui.  Księżycowa noc na Erg Chebbi obserwowana z grzbietu wielbłąda to jedno z najpiękniejszych wspomnień mojego życia i jedna z tych emocjonalnych pocztówek dla których warto podróżować. Po drodze nasze wielbłady załatwiały między sobą porachunki za pomoca zębów i Howserowi życie przemkneło przed oczami gdy pikował wielbłądem z 5 metrowej skarpy.









W hotelu szybki prysznic kilka pamiątkowych zdjeć. Szybki konkurs na najładniejszy kamień z pustyni dla Gosi i ruszamy o 9.00 do Ait BenHaddou. W Erfoud bez żadnego ostrzeżenia rozsypuje się tylne łożysko w Kundlu. Przeciązone driftami na pustyni  rozpada się na częsci. Miescowi kierują nas do małego zakładu w którym przy okazji szybkiej diagnozy pęka przewód do nivo i cały mój olej ląduje na ulicy. Dostanie tylnego łozyska do kombi w polsce nie jest takie proste od ręki, a Erfoud to wioska na pustyni. Warsztat był naprawde dobry w 5 godzin znalazło sie łożysko  , smar , olej i dorobiony przewód do nivo i po długich targach za 1400 dh ( 500 zł ) samochód był gotowy.



Czekając na naprawę samochodu spotkaliśmy ekipę AFROMEDES.PL która w 2 mercedesy w124 kombi goniła do Mali. Po pamiątkowym zdjęciu  ruszyliśmy w drogę starając sie dotrzeć jak najbliżej wąwozu Todra . Nocleg wypada nam w hotelu Eden w Tjnejdadz za 50 zł pokój.





Dzień 9

Zaczynamy o 8.00 Wraz ze słońcem wjeżdżamy w wąwóz Todra. Teraz wiemy dlaczego to miejsce jest mekką wspinaczy skałkowych. Pionowe ściany wąwozu pną sie na kilkaset metrów ponad nasze głowy. Zwrot "ale czad " przegrywa tylko  z  " Zarąbiste " i "Super " w konkursie na najczęściej używane słowo tego dnia.







Nakręceni widokami decydujemy się pokonać gruntową drogą przełęcz na 2800 metrów pomiędzy Todrą a Dadesz.  Miejscowy przewodnik mówi że spokojnie przejedziemy. Kamienista droga pnie się w górę na prawdziwym pustkowiu. Miejscami jest tak ostro w górę że Kundel nie daje rady podjechać na 1 biegu . Po minięciu przełęczy okazuje się ze lawina uszkodziła drogę i trwają prace remontowe . Droga pogarsza się na tyle że Fiona trze podwoziem i urywa mocowanie wydechu. Naprawiamy i decydujemy się wracać przez Todrę.










Gdybyście kiedyś planowali pokonać tę drogę to pamiętajcie że jest 100 % dla 4napedowych wysoko zawieszonych samochodów. Częste lawiny  uszkadzają drogę narzucając materiał skalny . W połowie dystansu byłem pewien że nasze zimowe Collinsy ulegną ostrym skałom , lecz świetnie dały sobie radę w tak trudnym terenie , pracujac jak rasowe AT






Póżniej spotykamy na drodze do doliny Dades ekipę  AFROMEDES.PL i umawiamy się na wspólna polską wigilię w Ait BenHaddou. Do celu  hotelu La Baraka docieramy ok 17 i od razu szykujemy się do wigilli . Barszcz czerwony i uszka to nasze jedyne tradycyjne potrawy . Lecz dzięki Howserom mamy wspaniałą choinkę , a dzięki Salli z MB Silesia opłatek i bliskie sercu życzenia z Polski. Przy dzwiękach polskich kolęd przełamujemy sie opłatkiem życząc sobie i Wam wszystkim Wesołych Świat i spełnienia wszelkich marzeń. Później dołączamy do ekipy AFROMEDES i nocne polaków rozmowy trwają do 4 rano.













Dzień 10

Kac morderca . Leczymy go na słoneczku przy śniadaniu na dachu hotelu. Później zwiedzamy kasbę Ait BenHaddou gdzie kręcono Gladiatora I Lawrenca z Arabii. Czerwona Kasba przytulana do zbocza wzgórza stoi tu kilkaset lat. Zbudowana z gliny i trzciny zmieszanej i suszonej na słońcu opiera się nawet padającemu tu czasem śniegowi. Budowle wykonane z tego materiału maju tu czasem i 4 kondygnacje wsparte jedynie na bambusowym stelażu. Obiektem nie zarząda jakakolwiek instytucja państwowa. Mieszkający tu potomkowie budowniczych prowadzą spółdzielnię która pobiera opłaty ( 3,5 pln) za wstęp i prowadzi sprzedaż pamiątek. Ze szczytu wzniesienia roztacza się zapierająca dech w piersiach panorama na góry Atlas i kamienista pustynię.








Zdobywamy tez doktorat w targowaniu się . Zamieniamy pieniadze wszelkich walut  , alkohol , telefony i gadżety na  Berberyjskie i Tuaregowskie wyroby starając się wybierać te bardziej oryginalne . Na zapleczu sklepów siedząc w kucki przy Berber whisky targujemy przez 2 godziny oryginalną  bransoletę dla Gucia.  W koncu przybijamy piątke i wracamy do hotelu z prezentami dla najbliższych . Wieczorem po malym drinku i spac .

Dzień 5
Dziś po raz pierwszy postawimy stopę i oponę na Afrykańskiej ziemi. ruszamy w stronę przeprawy promowej w Algeciras . Nie wiem jak teraz będzie z update-ami strony ze wzgledu na braki netu. Pozdrawiamy :)


Dzień 4
Wykończeni poprzednimi dwoma etapami postanowiliśmy wyjechać trochę później czyli o 11.00 .



15 minut drogi od hotelu zwiedziliśmy ( z zewnątrz i pobieżnie ) Alhambrę - rezydencję Maurów w Hiszpanii. Cały dystans na dziś to 250 km , więc ruszyliśmy w trasę o k 13.



Cały dystans to właściwie jeden podjazd , i jeden piękny dłuuugi ( ok 30 km ) zjazd z gór  na brzeg morza śródziemnego w okolicach Malagi drogą A97. Kilkunastokilometrowy 6 stopniowy podjazd prawie zagotował olej w Kundlu  , temperatura oleju przez cały czas utrzymywała się powyże3j 130 oC. Za to przejazd w chmurach , a póżniej piękny sloneczny zjazd w strone morza wynagrodził nam wcześniejsze trudy .







Na miejsce do Sabinilas dotarliśmy ok 16. Piękny hotel San Augustin położony jest przy samej plaży , więc zanim zabraliśmy bagaże to obowiązkowy był spacer. Jutro ruszamy ok 9 wiec przed nami pierwsza możliwość przespania całej nocy.




Dzień 3
Pobudka o 7 po czterech godzinach snu. Szukamy z Howserem kogoś kto w sobotę w tym małym francuskim miasteczku pomoże nam poradzić sobie z elektryką w Fionie. Po godzinie mamy diagnozę - padnięty nowy regler. Wymieniamy na stary i wraca ładowanie słabe - ale jest. Startujemy o 10.00.

Do granicy z hiszpanią towarzyszy nam piękna pogoda i lekki mróz. Od granicy robi się coraz cieplej ale zaczyna powoli padać.

późny wyjazd odbija się na czasie jazdy. Powoli robi się coraz ciemniej a ciągle ponad 700 km do zrobienia

Po drodze zatrzymujemy się na tradycyjny Bożenkowy bigosik , pozyskując przy okazji smar do Kundello od polskiego kierowcy Tira 


Z czasem deszcz przechodzi w ulewę z porwistym wiatrem .Od Allicante droga staje się kreta i trudna. W ciemności pomimo radia gubimy się na jakieś 200 km. Kundello ledwie sobie radzi na podjazdach w Andaluzji. Redukcje do 3 to norma.Średnia prędkość spada do 55 km/h. Kończymy etap znów  po 2 w nocy  w hotelu Ibis w Granadzie
Dzień 2
1450 km filmu drogi . Ruszamy o 4.15. Sypie śnieg , drogi posypane z błotem pośniegowym. Liczymy że w niemczech będzie lepiej. Niestety jest  gorzej. Drogi nieposypane , śliskie i dziurawe. Odcinki 5-10 km z ograniczeniem do 80km i dziurami gorszymi niż na "gierkówce". Po 300 kilometrach Howser traci ładowanie , i na biegu wymieniamy regler.


 
Po nastepnych 100 km problem wraca i Howser wymienia cały alternator. Śnieg napieprza jak oszalały. Koło 14 mamy zrobione 500 km i zarąbiste opóźnienie. Zatrzymujemy się na przerwę i okazuje się że w Kundello nie można wrzucić biegów. Spadło cięgło.




Szybki lift w błocie , opaska - a w międzyczasie Bożenka serwuje fantastyczny ciepły obiad na śniegu.



Opóźnienie jeszcze wzrasta  - nadrabiając opóźnienia wytapiam w Kundlu smar z półosi i pół godziny wciskam strzykawką olej  w półośki. Wjazd do Francji i wpadamy w mgłę jak mleko. Prędkość spada i wleczemy się 60-70 na godzinę .





 Za Lyonem pogoda się poprawia  , i próbujemy nadrabiać jednak Howser nagle około 1 w nocy traci całą elektrykę łącznie ze światłami. Stajemy na czarnej autostradzie i mieniamy akumulatory. Na zapasach prądu docieramy do Montelimar po 21 godzinach jazdy o wpół do 2 rano.



Pożegnalny drink ( lub 2 ) i idziemy spać , mamy 4,5 godziny snu. Jutro 1375 km do Granady.
Dzień 1

Tak więc szczęśliwie rozpoczęliśmy naszą  saharyjską przygodę. W 20 stopniowym mrozie wyglada raczej na syberyjską , ale to tylko pozory :) Pierwszy nocleg po 300 km w hotelu . 4 godziny snu i 1450 kilometrów do Montelimar.

Mikołaj z Mercedes - Benz
Mikołaj(e)  z Mercedes - Benz nie przyniósł nam dziś worek pełen  Mercedesowych prezentów .Ciepłe bluzy , polary i sprzęt biwakowy przyda się w podróży , a  smycze , koszulki , długopisy , breloczki itd będą z pewnością atrakcyjnym upominkiem dla naszych przyszłych gospodarzy.



15 godzin do wyjazdu , napięcie można kroić nożem :). Nasze mieszkanie i garaż przypomina Sajgon z 1975 roku , ale powoli z tego chaosu wyłania się jakiś zarys porządku. Jutro od rana pakowanie , zakupy  - i znowu pakowanie , i zakupy tego o czym zapomnieliśmy i pakowanie - i tak do samego wyjazdu.  Zgroza , a właściwie Z G R O Z A  :) 
BP
Od sponsora wyprawy  - firmy BP , otrzymaliśmy dziś wielkie pudło całkiem przydatnych upominków oraz bony paliwowe umożliwiające nam bezpłatny zakup paliwa na stacjach BP. Odbierając wkład BP w realizację naszej przygodzy miałem okazję przekonać się że pracują tam  nie tylko księgowi , lecz również a może przede wszystkim prawdziwi entuzjaści motoryzacyjnej przygody.Bardzo Wam dziękujemy. :)


Opony u Fiony - short story by Gucio :)
Dzisiejszego, śnieżnego i mroźnego dnia Fiona dostała nowe koła - Są to opony od firmy Profil oraz 15-to calowe stalowe koła :) Wymiana mogłaby sprawiać wrażenie prostej czynności... Wizyta u wulkanizatora i załatwione - Nic bardziej mylnego :)

Około godziny 11tej zawieźliśmy z Howserem felgi oraz opony do okolicznego zakładu specjalizującego się w wymianach opon, mimo zapewnień, że koła będą gotowe przed godziną 13tą, po godzinie 14:30 zlecenie nie zostało wykonane, ponieważ "Nie da się"

Tak więc wieczorem udaliśmy się do zaprzyjaźnionego warsztatu kolegi Tomka W116 w Będzinie i wspólnymi siłami Howsera oraz Tomka zadanie, któremu nie podołał człowiek, który powinien być dobry w swoim fachu nasi "Fachowcy" wykonali w przysłowiowe "5 minut" :)




Tym oto sposobem, Mercedes już o godzinie 20:00 miał pierwszy test na nowych bucikach.  A stwierdzić można jednogłośnie, że samochód prowadzi się super na tych oponach :)




Strona 1 z 3 1 2 3 >
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 34
Najnowszy Użytkownik: Stephenacusy
 
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

howser
29/01/2011 23:56
skopiujcie i oglądajcie ;-)

howser
29/01/2011 23:01
Krótki filmik w wykonaniu Howserowej: http://www.youtube.com/wa
tch?v=zZiqoytiElc


Darius
06/01/2011 20:39
A pani Elwira musi chyba przeprosić kundello że miała chwile zwątpienia przed wyjazdem. Jak się okazało dowiózł Was szczęśliwie do domciu. HAHAHAA Pozdrawiam

Darius
05/01/2011 15:19
Super, moje gratulacje- szkoda, że nie mogłem uczestniczyć -wiedziałem o wolnych miejscach ale życie czasem układa inne scenariusze. Super przygoda na pewno była.

hogben
04/01/2011 20:24
Witajcie , juz szcześliwie w domu. 6 stycznia powinienem wrzucic pełny opis ze zdjęciami

Darius
04/01/2011 09:34
Hej, chyba pomału docieracie do domu. Czekamy na relację.

Darius
31/12/2010 19:10
Wszystkiego dobrego w nowym roku !!!!!!!!!!!!!!!! i szczęśliwej podroży powrotnej

hogben
25/12/2010 20:24
Wesołych Świąt !!! Już wrzucamy update

Bilek
25/12/2010 18:08
wszystkiegi dibrego w te święta. ciekawe jak u was?

Darius
24/12/2010 23:53
I jak tam Wam idzie????????????????????
?????????????????????? czekamy na jakieś foto


Archiwum
 
Facebook



 
***** - Dust & Sand Youngtimer Adventures - *****
Powered by PHP Fusion v6.01.6 © 2003-2005

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie | okazjanazakupy.pl